26.07.2018 r.

Komentarz do wywiadu z prof. Bogusławem Śliwerskim
Docenci wzajemnej adoracji

 

W dwudziestym szóstym numerze tygodnika „Polityka” ukazał się wywiad z prof. dr. hab. Bogusławem Śliwerskim pt. Docenci wzajemnej adoracji. Cały artykuł w wersji elektronicznej można przeczytać pod adresem: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1753478,1,prof-dr-hab-boguslaw-sliwerski-o-wypaczeniach-w-szkolnictwie-wyzszym.read.

Już sam tytuł artykułu wskazuje, że dotyczyć on będzie ulubionego tematu pana profesora, czyli habilitacji (czy słowackich stopni docenta) uzyskanych przez polskich naukowców na Słowacji. I faktycznie, część artykułu poświęcona jest właśnie temu zagadnieniu. Pozostała część dotyczy jednak spraw ogólnouczelnianych. Profesor Śliwerski udzielił wywiadu jako członek Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, czyli instytucji państwowej, która powinna stać na straży rozwoju kadry naukowej, przy zachowaniu najwyższych standardów merytorycznych i prawnych. W związku z powyższym, powinien on brać szczególną odpowiedzialność za wypowiedziane przez siebie słowa.

Niestety w wypowiedziach profesora Śliwerskiego dostrzec można wiele nieścisłości, przekłamań, czy wręcz nieznajomości prawa. Dlatego postanowiliśmy ustosunkować się do wypowiedzi profesora Śliwerskiego.

Profesor Śliwerski: „Komisja jest właściwie jedynym organem, do jakiego naukowiec, mający problem na swojej uczelni, może się odwołać”.

Komentarz: Pierwsza ważna nieścisłość w wypowiedzi profesora: żaden naukowiec mający problemy na swojej uczelni nie może odwołać się do Centralnej Komisji. Centralna Komisja nie jest ciałem doradczym. Nie jest organem do jakiego zwracają się naukowcy mający problemy na swoich uczelniach. Komisja jest organem administracji publicznej i powinna działać zgodnie z Ustawą o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz w oparciu o Statut CK. Główne działania CK związane są z przyznawaniem jednostkom naukowym uprawnień do nadawania stopni naukowych oraz powoływaniem komisji habilitacyjnych.

O tym jak działa Centralna Komisja oraz o nieprawidłowościach w niej występujących można przeczytać w raporcie NIK z dnia 2 października 2017 r. pt. O rozwoju kadr naukowych[1]. NIK przeprowadził kontrolę jednostek akademickich z powodu licznych skarg ze strony środowiska naukowego. Kontrola przeprowadzona była w latach 2014-2016 i dotyczyła głównie nieprawidłowości w postępowaniach doktorskich i habilitacyjnych, a jej wyniki są porażające. Raport liczy 65 stron i stanowi opis błędów oraz problemów, które powinny być rozwiązane między innymi przez Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów.

Jako jeden z przykładów takich nieprawidłowości może posłużyć sytuacja, która miała miejsce na Uniwersytecie im. M. Kopernika w Toruniu. Jeden z członków Rady Wydziału Nauk Pedagogicznych zgłosił do Centralnej Komisji nieprawidłowości w postępowaniach habilitacyjnych procedowanych przez tę radę. Sprawa dotyczyła między innymi zafałszowania ilości pozycji w dorobku naukowym jednej z habilitantek oraz fałszerstw w głosowaniach habilitacyjnych. Jedyną karą, jaką poniósł Wydział Nauk Pedagogicznych w Toruniu było ograniczenie jego praw do nadawania stopnia doktora habilitowanego na 2 lata. Nikt z Centralnej Komisji, wiedząc o tak poważnych zarzutach, nie zgłosił tych spraw do uprawnionych organów ścigania. Żadna z pań, których dotyczyły fałszerstwa, nie poniosła odpowiedzialności karnej, czy dyscyplinarnej. Wręcz przeciwnie, obie panie są obecnie profesorami, a jedna z nich piastuje stanowisko dziekana olsztyńskiej uczelni. Protokół z postępowania pokontrolnego Centralnej Komisji na Wydziale Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu znajduje się pod adresem: http://habilitacja.eu/phocadownload/dokumenty/protokol_CK.pdf.

Warto podkreślić, że w czasie zaistnienia opisywanej sytuacji profesor Śliwerski zajmował stanowisko Przewodniczącego Sekcji I CK i pomimo zebranych materiałów dowodowych, nie podjął on koniecznych działań zmierzających do ochrony praworządności.

Profesor Śliwerski: „…za chybiony uważam pomysł losowania recenzentów habilitacji. Nie można dać pracy z personalizmu katolickiego do recenzowania marksiście, bo ją zmiażdży”.

Komentarz: Zadanie recenzenta pracy habilitacyjnej nie polega na „miażdżeniu pracy” za poglądy! Recenzent powinien ocenić osiągnięcia naukowe kandydata do stopnia naukowego pod względem merytorycznym. Niestety, w Polsce nie ma jasno określonych, obiektywnych kryteriów oceny dorobku naukowego, organizacyjnego i dydaktycznego kandydata. W konsekwencji, stosowana jest wyłącznie ocena uznaniowa.

Rozwiązaniem mogłoby być opracowanie wykazu recenzentów (jak sugeruje NIK) oraz wskazanie obszarów, które mogą być przez nich recenzowane. Baza recenzentów zdecydowanie ukróciłaby m.in. „koleżeńskie recenzje”, które, jak wiadomo, są plagą w środowisku naukowym.

Profesor Śliwerski: „Minister Gowin chce im dać [doktorantom – przyp. FNP] wysokie stypendia”.

Komentarz: Minister Gowin zgodnie z zapowiedzią chce dać doktorantom stypendia wynoszące 55% przeciętnego wynagrodzenia (do terminu oceny śródokresowej) i 85% przeciętnego wynagrodzenia (po przeprowadzeniu oceny śródokresowej)[2], co daje odpowiednio 2 049,89 i 3 168,02 zł netto[3]. Czy to naprawdę są wysokie stypendia w czasie 4 lat ciężkiej pracy naukowej?

Praca nad rozprawą doktorską nie ogranicza się do samego pisania doktoratu. Z rozwojem naukowym związane są wyjazdy, konferencje, szkolenia, które często doktorant musi pokrywać z własnej kieszeni. Nie mówiąc już o pozanaukowych aspektach tego przedsięwzięcia.

Dla porównania: doktorant będzie musiał utrzymać się za dwa tysiące złotych miesięcznie, natomiast profesorowie otrzymują obecnie 2 156 zł za przewodniczenie komisji w postępowaniu habilitacyjnym lub 2 695 zł za napisanie recenzji habilitacyjnej[4]. Czy to nie jest hipokryzja?

Profesor Śliwerski: „Po reformie minister Kudryckiej, kiedy były wybory na rektorów i dziekanów, niektórzy wygrali je, bo obiecali, że nie tylko nie zwolnią adiunktów, ale jeszcze wyzerują im staż naukowy”.

 

Komentarz: Po raz kolejny pan profesor posługuje się manipulacją. Otóż reforma minister Kudryckiej zapewniała pracownikom naukowym wydłużenie czasu na uzyskanie stopnia doktora habilitowanego. Tak interpretuje przepisy przedłużenia umów adiunktom ówczesna Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego prof. B. Kudrycka[5] oraz Departament Legislacyjny Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego[6]. Taką interpretację przyjął również Sąd Najwyższy (sygn. akt II PK 195/15)[7], a także Sąd Okręgowy w Opolu (sygn. akt V Pa 117/16)[8].

Po wejściu w życie Ustawy o szkolnictwie wyższym, rektorzy nielicznych polskich uczelni (m.in. na Uniwersytecie Gdańskim) zastosowali się do nowych zasad, przedłużając adiunktom okres zatrudnienia i przygotowywania habilitacji.

Tymczasem większość władz uczelnianych i wydziałowych zdecydowało o zwolnieniu setek adiunktów. Wielu młodych, zdolnych i ambitnych naukowców pozostało bez pracy. Niektórzy z nich wyjechali z kraju, znaleźli pracę na zagranicznych uczelniach i nie zamierzają wracać do kraju, który deprecjonuje własnych obywateli.

Profesor Śliwerski: „Część słowackich docentów nie spełnia polskich standardów naukowych, są przedmiotem bardzo silnej krytyki wewnątrz swoich uczelni. Mają dyplomy, ale brak im kompetencji do zarządzania nauką, a pełnią już funkcje dziekanów, nawet rektorów”.

Komentarz: Czytając powyższe stwierdzenia można odnieść wrażenie, że pierwsze zdanie wyklucza drugie. Skoro „słowaccy docenci” są przedmiotem ostrej krytyki wewnątrz swoich uczelni, to dlaczego środowisko powierza im tak odpowiedzialne funkcje – dziekanów i rektorów?

Ponadto „kompetencji do zarządzania nauką”, tj. kompetencji do pełnienia funkcji dziekana czy rektora, nie zdobywa się wraz z otrzymaniem stopnia doktora habilitowanego czy tytułu profesora. Kompetencje do zarządzania otrzymuje się zazwyczaj po ukończeniu odpowiednich studiów podyplomowych. Jak na razie takie studia muszą odbyć kandydaci na dyrektorów przedszkoli, szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Natomiast kandydaci na dziekanów i rektorów muszą wykazać się habilitacją i podobać swoim wyborcom

Zatem może warto zaproponować w obecnym ferworze ustawodawczym innowację polegającą na wprowadzeniu obowiązku odbycia takich studiów przez potencjalnych kandydatów na rektorów czy dziekanów? To z pewnością pozytywnie wpłynęłoby na jakość zarządzania polskimi uczelniami wyższymi i instytutami badawczymi.  

Profesor Śliwerski: „A my w zeszłym miesiącu mieliśmy posiedzenie sekcji, na którym drugi raz odwołuje się pani z Uniwersytetu Zielonogórskiego, w której pracy recenzent z UMK w Toruniu stwierdził plagiat, a ona w dalszym ciągu chce, by jej tę habilitację uznać”.

Komentarz: I tu mamy kolejny przykład nieznajomości prawa przez pana profesora. Wykrycie plagiatu nakłada na osobę, która go wykryła obowiązek zawiadomienia odpowiednich organów o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa lub zgłoszenie tego podejrzenia do rektora, który w terminie trzech miesięcy od daty zgłoszenia powinien przekazać sprawę do zbadania rzecznikowi dyscyplinarnemu w ramach postępowania wyjaśniającego. Plagiat jest naruszeniem art. 115 ust. 1 Ustawy o prawie autorskim i jest przestępstwem ściganym z urzędu. Plagiat może zgłosić osoba prywatna (nie tylko poszkodowany). Jednak brak zgłoszenia o popełnieniu przestępstwa przez osobę prywatną nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.

Inaczej sprawa wygląda w przypadku wykrycia popełnienia plagiatu przez instytucję, np. przez Centralną Komisję. Instytucje zobowiązane są do niezwłocznego zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa[9]. Niezgłoszenie przez funkcjonariusza publicznego (jaką niewątpliwie jest członek CK) takiego faktu stanowi naruszenie art. 231 § 1 lub 2 kodeksu karnego. Dlatego należy zadać pytanie: jakie kroki prawne podjął profesor Śliwerski, zarówno jako osoba prywatna oraz jako funkcjonariusz publiczny, po wykryciu nieprawidłowości?

Ponadto pan profesor twierdzi, że: „recenzent z UMK w Toruniu stwierdził plagiat”. Czy może być coś bardziej niedorzecznego? Otóż żaden recenzent nie jest uprawniony do stwierdzenia plagiatu! Jeżeli recenzent podejrzewa, że plagiat został popełniony, powinien on (zgodnie z tym co napisano wcześniej) zgłosić nadużycie do odpowiednich organów ścigania. Jedynie po przeprowadzeniu dochodzenia i wydaniu wyroku przez sąd można stwierdzić, że dana osoba popełniła plagiat. Ale nie na podstawie oceny recenzenta pedagoga!

Niestety zarzut plagiatu jest w kręgach naukowych bardzo wygodny i często stosowany w awansie zawodowym w odniesieniu do osób, które „do środowiska nie pasują”. Znane są przypadki odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego z powodu „domniemanego” przez recenzenta plagiatu, pomimo braku jakiegokolwiek prawomocnego wyroku.

Przykłady odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego na podstawie pomówienia, bez udowodnienia tegoż plagiatu, można znaleźć w odwołaniach od decyzji rad wydziałów. Niestety jedynie nieliczne odwołania są zamieszczane przez pokrzywdzonych w Internecie O pomówieniach w sprawie plagiatów można przeczytać pod adresami:
http://wnp.aps.edu.pl/media/516924/odwo%C5%82anie.pdf
http://habilitacja.eu/phocadownload/dokumenty/39.%20Parkos_ODWOANIE%20CK.pdf
       

Natomiast niektórym naukowcom nawet prawomocny wyrok sądu w sprawie plagiatu nie wstrzymuje kariery naukowej. Przypadek taki opisywany był ostatnio na stronie:
http://natemat.pl/242917,prorektor-akademii-sztuki-wojennej-z-wyrokiem-za-plagiat-sprzed-lat

Opisywane przez profesora Śliwerskiego zjawisko gościnnych wyjazdów awansowych na Słowację, odbywanych przez polskich naukowców, niewątpliwie budzi wątpliwości. Młodzi naukowcy po prostu korzystają z tych możliwości, które dał im ustawodawca. A twierdzenia, że jest to nieetyczne, że ich prace nie są merytoryczne, bo obronione w Słowacji, są zwykłym uproszczeniem i uogólnieniem, czyli zawierają podstawowe błędy logiczne. Nie zapominajmy, że dyplomy uzyskane na Słowacji muszą być nostryfikowane przez polskie uczelnie.

Poza tym, gdyby Centralna Komisja nie dopuszczała się tylu nadużyć w prowadzeniu postepowań habilitacyjnych (czytaj: raport NIK), polscy naukowcy nie mieliby po co jeździć na Słowację. Zresztą sam minister Gowin ciągle podkreśla, że liczy na powrót polskich naukowców do kraju. Ale żeby ci naukowcy wrócili, muszą mieć zapewnione warunki rozwoju, uczciwość i profesjonalizm w pracy a także godziwe wynagrodzenie.

Szkoda, że profesor Śliwerski zamiast walczyć z patologiami w Centralnej Komisji, poświęca swój czas i energię na walkę z „docentami słowackimi” mimo, że ta „patologia” stanowi jedynie 0,46% wszystkich doktorów habilitowanych w Polsce (zresztą podana w artykule liczba 60 tys. doktorów jest niewiarygodna, bowiem nie istnieją żadne ogólnodostępne dane na ten temat). Powstaje wrażenie, że w trosce o polską naukę, pan profesor stara się zająć swoją uwagę wszystkim, co może go oddalić jak najbardziej od dostrzeżenia spraw naprawdę istotnych.

Kończąc ten krótki komentarz dotyczący niekompetencji w wypowiedziach członka Centralnej Komisji należy dodać, że dopóki osoby opiniotwórcze będą zabierały głos w dyskusji nie mając merytorycznej wiedzy na wypowiadane przez siebie tematy, wprowadzając w błąd opinię publiczną , dopóty nic nie zmieni się nauce polskiej.

W imieniu Fundacja Nauka Polska
dr Joanna Gruba

 

[1] https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-rozwoju-kadr-naukowych.html [dostęp 16.07.2018 r.].
[2] Art. 209 pkt.4. Ustawy o szkolnictwie wyższym, dostępna na stronie: http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12303102/12458849/12458854/dokument326742.pdf [dostęp 16.07.2018 r.].
[3] http://konstytucjadlanauki.gov.pl/pytania-dotyczace-ksztalcenia-doktorantow [dostęp 16.07.2018 r.].
[4] Por. raport NIK dostępny na stronie: https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-rozwoju-kadr-naukowych.html [dostęp 16.07.2018 r.].
[5] http://habilitacja.eu/phocadownload/dokumenty/MNISW%20spr%20adiunktow.pdf [dostęp 16.07.2018 r.].
[6] http://habilitacja.eu/phocadownload/dokumenty/dep.%20legisl-prawny.pdf [dostęp 16.07.2018 r.].
[7] http://habilitacja.eu/phocadownload/dokumenty/wyrok_Sadu_Najwyzszego.pdf [dostęp 16.07.2018 r.].
[8] http://habilitacja.eu/phocadownload/dokumenty/wyrok_Sadu_Okregowego_O.pdf [dostęp 16.07.2018 r.].
[9] http://lookreatywni.pl/kategorie/prawo-autorskie/odpowiedzialnosc-karna-za-plagiat/ [dostęp 16.07.2018 r.].

Dodaj komentarz

Komentarze   

+1 # Ortek
Ufff... Wreszcie rozsądny głos, może w końcu będą dopuszczane inne niż tylko Guru z piedestału /niestety często nieobiektywnie i niesprawiedliwie traktującego innych, ferującego wyroki bez dogłębnego zbadania sprawy, wrzucającego zbyt wielu do jednego worka itd. itp. A zapowiadała się postać z klasą w polskiej nauce... Brawo Pani Doktor za odwagę i wnikliwość!
Odpowiedz
+4 # Jacek
Polska konstytucja z 1997r. jest napisana pod katem ochrony komunistów i przywilejów - również w obszarze zdobywania stopni i tytułów naukowych. Z tego powodu Komisje do Spraw Stopni i Tytułów są komunistyczne. Nadto stanowiska rektorów i dziekanów na uczeniach są również obsadzone przez komunistów-SB-eków. Należy pamiętać, że wydawane przez sądy komunistyczne, a dokładnie SB-ków są nieważne, tak samo jak nieważne są stopnie i tytuły naukowe. To są zwykłe oszustwa i fałszerstwa oraz porażka naszego państwa.
Ten pan lewak opowiada głupoty – szkoda słów. Dobrze, ze taka fundacja działa na rzecz nauki. Gratuluję komentarza.
Odpowiedz
1.png9.png8.png9.png2.png

KRS 723626
mail info@naukapolska.eu
tel. 509-237-270
nr konta 10 1020 2401 0000 0002 0524 3813