Ujawniamy nieprawidłowości w nauce - przejdź do strony habilitacja.eu            Habilitacja


30.01.2019 r.

Nasz komentarz w dyskusji:
prof. dr hab. Andrzej Nowak, List otwarty do prezesa Jarosława Kaczyńskiego w sprawie wolności polskiej humanistyki  Publikacja: 23.12.2018

https://www.rp.pl/Kultura/181229744-List-otwarty-do-prezesa-Jaroslawa-Kaczynskiego-w-sprawie-wolnosci-polskiej-humanistyki.html

odpowiedź ministra Jarosława Gowina:
dr Jarosław Gowin, Uwolnić polską naukę od makulatury Publikacja: 01.01.2019

https://www.rp.pl/Opinie/181239902-Uwolnic-polska-nauke-od-makulatury.html

Profesor Andrzej Nowak contra minister Jarosław Gowin.
Z dyskusji o polskiej humanistyce

Spór pomiędzy profesorem Andrzejem Nowakiem a przedstawicielami polskiego rządu (list otwarty adresowany był do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a odpowiedział na niego minister Jarosław Gowin), mimo iż dotyczy polskiej humanistyki, to tak naprawdę odnosi się do całego systemu polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Przysłowiową kością niezgody stał się nowy wykaz czasopism i wydawnictw reglamentowanych przez państwo. Profesor Nowak apeluje o to, aby nie tłamsić wolności polskiej humanistyki, na co minister Gowin odpowiada mu, że ta wolność nie może oznaczać produkowania „publikacji pseudonaukowych”. Przy czym z lektury artykułu ministra Gowina wynika, że naukowość oznacza dla niego przestrzeganie kodeksu etycznego, na straży którego stać ma „grono wybitnych uczonych”.

Obawy i racje każdej ze stron zasadniczo są uzasadnione, przy czym istota problemu jak zwykle tkwi w szczegółach. Rację ma profesor Nowak protestując przeciwko odgórnemu narzucaniu humanistom obowiązku publikowania w wysokopunktowanych zachodnich czasopismach i wydawnictwach, w których specjalistyczna problematyka badań związana z polską kulturą i nauką raczej nie spotka się z szerokim zainteresowaniem owych wydawnictw, a przynajmniej nie w takim stopniu, aby mogli w nich publikować wszyscy, czy też większość polskich humanistów. Spowoduje to ponadto erozję polskich czasopism punktowanych, które nie mają szans w konkurencji z zachodnimi wydawnictwami.   

Rację ma również minister Gowin pragnący ograniczyć teksty pseudonaukowe w zakresie humanistyki, które przypominają raczej wypracowania średnio inteligentnego licealisty (nie ubliżając nikomu), a nie naukowca, będącego dodatkowo nauczycielem akademickim, mającym kształcić przyszłych naukowców. W tym przypadku jednak, problem dotyczy ustalenia ram „naukowości” i ich egzekwowania, a nie wbijania humanistyki, oraz innych dziedzin naukowych, w sztywny gorset punktozy.

Nauka ze swej natury jest rzemiosłem, a nie wolnomyślicielstwem czy listą zasad moralnych. Kategoria wolności dotyczy nie tyle samych myśli, co ludzi jako podmiotów wytwarzających je. Jednym słowem, nie można dywagować o polskiej nauce nie zastanawiając się nad podmiotami ją wytwarzającymi. Gdy minister Gowin stawia w awangardzie Konstytucji dla Nauki „grono wybitnych uczonych”, to powstaje pytanie – skąd oni się nagle wzięli, jeżeli, według wypowiedzi samego ministra, polska nauka jest na tak tragicznym poziomie, że należy przeprowadzić gruntowną reformę, kosztującą nota bene polskiego podatnika miliony złotych? Kto w takim razie doprowadził do takiego stanu rzeczy? To chyba powinno być pierwsze pytanie, jakie minister Gowin powinien był sobie zadać. Niestety, wszystko wskazuje na to, że tego nie zrobił. Innymi słowy, wydaje się, że minister Gowin powierzył rolę reformatorów i sędziów nad innymi naukowcami tym, którzy doprowadzili do takiego stanu rzeczy. Widać w tym ogromną wiarę ministra Gowina w to, że ludzie grupowo zdolni są przechodzić etyczną i intelektualną metamorfozę i to w bardzo krótkim czasie. Ludzie, którzy przez dekady niszczyli polską naukę (a więc niszczyli konkretnych ludzi), teraz będą ją ratować i będą zdolni wyprowadzić ją do czołówki światowych rankingów. Problem w tym, że ani nauka, ani system prawny, czy państwowy nie może opierać się na wierze, nawet tej najszczerszej i bezgranicznej.

Ale wracając do meritum, twierdzenie profesora Nowaka, że wykaz czasopism i wydawnictw ograniczy rozwój polskiej humanistyki, a można i dodać – oraz innych dziedzin nauki, jest uzasadnione. Państwo nie może ograniczać publikacji naukowych w żaden sposób! Instytucje państwowe nie mogą mieć wyłącznego prawa do decydowania o tym, ile naukowcy powinni publikować w określonym przedziale czasu. Nauka to nie jest produkcja, a prace naukowe nie są produktami na taśmie. Przywołany przez ministra przykład opublikowania przez jednego autora 54 monografii w ciągu czterech lat jest sytuacją absolutnie marginalną, która powinna była jedynie doprowadzić do zbadania tego przypadku przez odpowiednie organa.

Z drugiej strony, aby wypracować tendencję wzrostu poziomu naukowego polskich badań, potrzebne są pewne wytyczne i warunki, jakie dana praca powinna spełniać, aby być uznaną za naukową. W tym celu nie trzeba dokonywać rewolucji, wystarczy zmodyfikować te wymogi, które funkcjonowały dotychczas, lub zacząć ich faktycznie przestrzegać. W humanistyce monografia naukowa powinna była spełniać przynajmniej takie podstawowe warunki jak: posiadać temat sformułowany jako problem naukowy, zawierać przypisy do innych prac naukowych, bibliografię tych prac, zawierać hipotezę opartą na logicznie i tematycznie powiązanej argumentacji, odpowiedni materiał badawczy, i  wreszcie – powinna była być zrecenzowana przynajmniej przez jednego tzw. recenzenta zewnętrznego. Dotychczas w polskiej humanistyce problemem była nie nadprodukcja monografii, a wprost przeciwnie – wiele osób miało problem ze zdążeniem, aby w wyznaczonym odgórnie terminie, napisać dysertację (doktoranci – cztery lata, habilitanci – dziewięć lat). Nie dlatego, że są leniwi, ale dlatego, że co dwa lata musieli rozliczać się z publikacji artykułów, uczestnictwa w konferencjach (często na koszt własny), przeprowadzonych zajęć dydaktycznych (opartych o programy autorskie), organizowania konferencji, innych prac organizacyjnych związanych z popularyzacją nauki itd. A do tego, ponieważ są to osoby dorosłe, mają rodziny, o które też należy zadbać i czasami dorobić na ich utrzymanie. To są realia tzw. polskiej nauki. To problemy ludzi, których nie rozwiążą żadne reglamentowane spisy i dyrektywy, tylko je jeszcze pogłębią.

A teraz przejdźmy do punktu widzenia „dojrzałego” naukowca (po czterdziestce), które różni się nieco od punktu widzenia profesury. Humanistyka polska powinna być uprawiana nie tylko w języku polskim, ale również w językach międzynarodowych – najlepiej kongresowych – przede wszystkim – języku angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i, last but not least, rosyjskim. Nie ma możliwości, by polska nauka zaistniała, w tym i polska humanistyka, na arenie międzynarodowej, jeżeli ten podstawowy warunek nie zostanie spełniony. Musimy sobie wreszcie uświadomić, że młodzi i „dojrzali” polscy naukowcy znają język angielski, a często i drugi język obcy, wyjeżdżają za granicę, dzięki Internetowi mają dostęp do prac naukowych publikowanych na całym świecie, i przede wszystkim, są i czują się pełnoprawnymi obywatelami Unii Europejskiej. Młodzi i dojrzali polscy naukowcy nie muszą nawet zajmować się polską humanistyką, ponieważ mają oni wystarczające kompetencje, aby zabierać głos w dyskusjach dotyczących problemów humanistyki innych krajów, humanistyki w ujęciu problematyki międzynarodowej czy światowej, i ten głos może być wreszcie usłyszany. Pod warunkiem, że nie będzie zagłuszany i tłamszony w zarodku polskiego ustawodawstwa oraz przez patologie panujące na polskich uczelniach.

Najbardziej jednak w tej „otwartej” korespondencji niepokoi nieprzyjazny ton oponentów. W takiej atmosferze, konsultacje społeczne są raczej niemożliwe…   

  Anna Chudzińska-Parkosadze

 

 

 

 

 

5.png6.png9.png5.png4.png

KRS 723626
mail info@naukapolska.eu
tel. 509-237-270
nr konta 10 1020 2401 0000 0002 0524 3813